Ina In The City

Mama obchodzi pierwszą rocznicę macierzyństwa

Dzisiaj o godzinie 12.30 minął dokładnie rok od urodzenia Nelki. Pamiętam ten dzień bardzo dokładnie, jakby to było wczoraj. I w moim odczuciu to było wczoraj, bo te miesiące upłynęły mi tak szybko…nadal nie wierzę, że to już rok 

To był najpiękniejszy i jednocześnie najtrudniejszy rok mojego życia. Nauczyłam się tak wielu rzeczy, bałam się tak wielu rzeczy, odkryłam tak wiele nowych rzeczy. Tak wiele rzeczy w moim życiu uległo zmianie.

Myślę czasami o tym, co się zmieniło…

Kiedyś nie wyobrażałam sobie, żeby wyjść na miasto bez zapakowanej po brzegi kosmetyczki, wydawało mi się wtedy, że posiadanie przy sobie pudru, bronzera i błyszczyków jest niezbędne do życia  Dzisiaj w torbie znajduję smoczki, pampersy i ulubione zabawki Nelki, bo realny brak tych rzeczy podczas wypadu na miasto może być końcem świata 

Kiedyś byłam wielkim śpiochem, uwielbiałam w weekendy spać do późna. Teraz już wiem, że człowiek może w miarę normalnie funkcjonować po roku niespania.

Kiedyś leżenie na kanapie wydawało mi się kompletną stratą czasu. Dzisiaj, po całym dniu intensywnych wrażeń związanych z macierzyństwem, oglądanie telewizji na sofie wydaje mi się wysublimowaną rozrywką.

Kiedyś uwielbiałam kupować sobie nowe ciuchy. Tydzień bez zakupów to był tydzień stracony. Dzisiaj idę do sklepu po jakiś drobiazg dla siebie, a wracam z rzeczami dla Młodej. Zależy mi na tym, żeby ładnie wyglądała, żeby niczego jej nie brakowało.

Przez ten rok nauczyłam się cierpliwości. Wiem, że na pewne rzeczy trzeba poczekać, pewne trwają dłużej niż bym tego chciała, ale warto czekać.

Nauczyłam się też przyjmować pomoc. To dla mnie ogromna zmiana, bo rezygnacja z bycia Zosią Samosią kiedyś wydawała mi się niemożliwa. Na szczęście są ludzie, którzy chcą nam pomagać i  tutaj moi rodzice (babcia Ela i dziadek Andrzej) naprawdę dają radę i zasługują na wyróżnienie 

Nauczyłam się też mówić o swoich słabościach. O tym, że czasami nie mam siły, nie daję radę. Kiedyś byłaby to dla mnie oznaka słabości, dzisiaj uważam to za przejaw dojrzałości i uczciwości wobec siebie i innych.

Ta lista jest bardzo długa. Mogłabym pisać o tych zmianach więcej. Ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że niektóre z tych punktów mogą się wydawać zmianą na gorsze. Być może tak jest. Nie rozpatruję tego w kategoriach dobre-złe. Wiem jednak, że macierzyństwo to nie tylko blaski. Są momenty zwątpienia, zmęczenia, poczucia niemocy. To jest bardzo ludzkie. Nie wstydzę się do tego przyznać. Czasami mam wszystkiego dość. Ale to są tylko momenty. Nic nieznaczące. Bo urodzenie Nelki dało mi nową siłę, nowe życie, nowe możliwości. Macierzyństwo zmieniło w moim życiu wszystko. Córka dopełniła moje życie, wlała w nie sens i niekończącą się radość. Oczywiście jak każda mama uważam, że moja córka jest wyjątkowa – mądra, zdolna, ciekawa świata, radosna i śliczna. Czuję dumę. Przede mną miliony kobiet rodziło dzieci, ale ja czuję się wyjątkowo. Czuję, że nagle wszystko w moim życiu jest na właściwym miejscu. Nie wierzę w to, że kiedyś nie zawsze ciepło myślałam o posiadaniu dzieci. Czy kobieta może świadomie deklarować chęć nieposiadania dzieci? Odpowiem bez wątpienia, że nie. Człowiek tak naprawdę nie wie z czego rezygnuje, bo bycia matką nie da się porównać do czegokolwiek innego.

Czy to znaczy, że nie ma w moim życiu miejsca na nic oprócz macierzyństwa? Absolutnie nie. Mam swoje marzenia i pasje. Nie mam dużo wolnego czasu, przynajmniej na razie, ale walczę o każdą wolną chwilę. Nie chcę już mieć poczucia utraty czasu. Każdy rok chcę wypełnić wartością i ważną treścią. Mam mnóstwo planów. Ale nad tym wszystkim góruje jeden najważniejszy cel i zadanie – chcę wychować moją córkę na szczęśliwą kobietę, to jest dla mnie priorytet. Każdego dnia chcę towarzyszyć Nelce w jej pięknej podróży odkrywania świata i jego możliwości. Mamy tylko jedno życie i to od nas zależy, jaką treścią je wypełnimy. Chcę, żeby córka wypełniała swoje życie szczęściem, żeby żyła świadomie, żeby umiała walczyć o swoje, ale jednocześnie doceniała ludzi napotkanych na swojej drodze. I żeby była dumna ze swojej mamy.

W całej swojej przygodzie z macierzyństwem miałam bardzo dużo szczęścia, m.in. dlatego, że spotkałam na swojej drodze właściwego faceta. Nasz związek jest przykładem tego, że nie zawsze latami trzeba się do siebie przyzwyczajać i uczyć się żyć razem. Wystarczy spotkać właściwego partnera i wtedy nawet tsunami w postaci przyśpieszonego kursu życia w małżeństwie i rodzicielstwie oraz milion innych problemów po drodze może związek umocnić i wzbogacić.

Ja matka. Ja i moje macierzyństwo. Jedno jest pewne – moje życie nigdy nie będzie już takie samo. I to jest piękne. Nie będę już myśleć w kategoriach ‘ja”, tylko ‘my’. I to jest piękne. Nauczyłam się doceniać małe rzeczy, drobne przyjemności, sekundy, minuty. I to jest piękne. Ważne jest co tu i teraz. Bo każde ‘teraz’ z Nelką jest piękne.

 

Komentarze